wilk w owczej skorzeKilka dni temu natknąłem się na coś takiego: "Czarne wizje Jackowskiego »Powinniście się modlić«". Ile to już lat przewiduje wojny, katastrofy, apokalipsy.., teraz chyba straszy tą ostatnią - trzecią, która o ile dobrze pamiętam, miała się już nawet kończyć. Każdy kolejny rok gorszy od poprzedniego, a my dalej jesteśmy, trwamy, choć dawno powinno nas już nie być. "Czuję to... najgorszy czas nadejdzie w drugiej połowie października i w listopadzie 2012r. Polska  upadnie!". Gardłował w połowie 2012r. Polska nie upadła, on umył ręce i straszy dalej. Ciekawe czy gra na krótko, jeśli tak to zapewne niejeden depozyt mu wyzerowały kolejne hossy na rynkach oczekujących wieszczonego końca czasów. Wyrocznie mają jedną wspólną cechę - straszą. Cały czas straszą, a straszą, bo strachy się dobrze sprzedają. Włącz wiadomości - wypadek, katastrofa, zabójstwo, powódź, atak nożownika, kryzys, recesja, inflacja, deflacja, bezrobocie... Grają z jasnowidzami w tej samej lidze? Ci, co prorokują doskonale wiedzą, że nikt nie będzie pamiętał bzdur, które wygadują, no prawie nikt - ja pamiętam! W końcu się trafi jak niewidomej kurze... wtedy zyskują miano jasnowidza, przechodzą do historii. Podobno w Europie od 1200r. p.n.e. było 1671 wojen (już kilak więcej, te dane się szybko dezaktualizują), które trwały łącznie 11670 dni! Jeśli prorokujesz, prorokuj wojnę, gdzieś jest i to nie jedna, a jeśli nie ma, to niedługo będzie, tak jest od zawsze. Kiedyś jakaś wiedźma typowała w tv spółki z GPW do kupna, typowała nawet te, których nie było na giełdzie, a do grona spółek o dobrej sytuacji finansowej zaliczyła nawet indeks giełdowy. Na pytanie o totolotka odpowiedziała: "Wszystko niedługo będzie i giełda będzie, i totolotek będzie, wszystko to już niedługo będzie". Ciekawe czy jest? Tak w ogóle to nas już dawno nie powinno być. Ile końców świata przeżyłeś? Podobno nadchodzi kolejny albo nawet dwa. Inni wyczytują koniec z jakiegoś tylko sobie znanego kodu zawartego w Biblii. Nawet to do nich nie przemawia: "Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec." - Jezus Chrystus, Biblia, Ewangelia św.Mateusza 24,36. 

"Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach". Jezus Chrystus, Biblia, Ewangelia św.Mateusza 7:15-20

A jak jest z kursami akcji, walut, gospodarką? Czy całkowity brak zdolności przewidywania dotyczy wszystkich kategorii ludzi, bez względu na wykształcenie, pochodzenie, światopogląd, profesję czy jakiekolwiek inne przymioty? Przeanalizujmy pokrótce zjawisko.

Słynny amerykański ekonomista Irving Fisher w październiku 1929r. stwierdził, że ceny akcji na giełdzie osiągnęły konsensus. Na prorocze słowa rynek zareagował niemal natychmiast. Po kilku dniach zaczął się największy krach w dziejach ludzkości. Do poziomu konsensusu Fishera ceny nie wróciły przez kolejne 25 lat!

W 1928r. Herbert Hoover (prezydent USA) powiedział: "The United States are nearer to the final triumph over poverty than ever before in the history of any land". Wielka depresja przyszła niespełna rok później.

Richard Branson brytyjski miliarder w 2010r. zapowiadał nadejście w ciągu kilku lat kryzysu naftowego. Rzeczywiście dużo się zmieniło. W styczniu 2015r. za baryłkę ropy płacono mniej niż połowę tego, co pół roku wcześniej. Zamiast oczekiwanego kryzysu naftowego i wzrostu ceny baryłki ropy do kilkuset dolarów nadszedł krach na rynku ropy.

W 1999r. dwóch dżentelmenów wydało książkę pod zacnym tytułem: "Dow 36000: The New Strategy for Profiting From the Coming Rise in the Stock Market". Dżentelmeni ci przewidywali, że indeks Giełdy Nowojorskiej - Dow Jones Industrial Average w ciągu kilku lat osiągnie 36.000 punktów. Czemu nie, w czasie gdy pisali książkę, indeks rósł i to bardzo, tak miało pozostać, chyba na zawsze. Obecna wartość indeksu to połowa proroczej wartości.

Georges W. Bush, (uważany za najgorszego prezydenta w historii USA) w lipcu 2008 powiedział: "We can have confidence in the long-term foundation of our economy... I think the system basically is sound. I truly do". 

Na początku 2008 r. Ben Bernanke znany też jako "Ben Helikopter" ówczesny Przewodniczący Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych twierdził: "FED obecnie nie przewiduje recesji. Nie ma powodów do obaw i żadnych poważnych problemów z dużymi, międzynarodowymi, aktywnie działającymi bankami także nie będzie". Rynek dał mu zaledwie kilka miesięcy. W połowie września tego samego roku bank Lehman Brothers złożył wniosek o upadłość i rozpoczął się uznawany za największy kryzys gospodarczy w powojennej historii świata, z którego wiele gospodarek nie wyszło do dzisiaj. W ciągu kilku godzin obalona została doktryna, zgodnie z którą "nie ma takiego banku by był za duży, by upaść".  Zombie przestał istnieć.

Donald Luskin (guru rynków finansowych), we wrześniu 2008: "Anyone who says we’re in a recession, or heading into one—especially the worst one since the Great Depression—is making up his own private definition of »recession«".

"(...)The record is now clear … they are the worst economic forecasters…ever". O kim mowa? O amerykańskim FED.

Redaktor wydawnictwa Prentice-Hall w 1957 zakomunikował podwładnemu pracownikowi prezentującemu rękopis książki o przetwarzaniu danych: "Przejechałem ten kraj wzdłuż i wszerz. Rozmawiałem z ludźmi, którzy świetnie zarządzają swoimi przedsiębiorstwami. Moje informacje pochodzą z najlepszego źródła i mogę pana zapewnić, że przetwarzanie danych jest modą przejściową i nie przetrwa nawet roku".

A niejaki Ken Olsen właściciel firmy produkującej mikrokomputery zadecydował w 1977r.: "Nie ma powodu, dla którego ktokolwiek chciałby mieć w swoim domu komputer".

Czasopismo "Popular Mechanics" w 1949 obwieściło światu: "W przyszłości komputery mogą ważyć mniej niż 1,5 tony". W sumie mieli rację lepiej chyba niedokładnie mieć rację niż dokładnie się mylić...

Eksperci z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju w kwietniu 2008r. prorokowali stopę inflacji w Polsce na rok 2009 w wysokości 7%-8%. Na przeciwnym biegunie ustawili się analitycy J.P. Morgana, tym wróżbitom wychodziło ni mniej, ni więcej tylko 2,2%. W rzeczywistości inflacja wyniosła 3,3%. Podobnie chybione prognozy miał rokrocznie Leszek Balcerowicz zasiadając na stanowisku szefa NBP.

Prognostycy mają także swój wkład w kursy walut, a jakże. Jeden z nich z polskiego oddziału BNP Paribas widział na koniec 2009r. kurs pary EUR/PLN  na poziomie 5,2zł, w rzeczywistości euro kosztowało ok.4,1zł. Inny wróżbita, główny ekonomista Alpha Financial Services twierdził, iż złoty na początku 2009r. powinien przestać tracić. Już kilka miesięcy po proroczej wizji złoty był najsłabszy od mniej więcej pięciu lat, kurs EUR/PLN wynosił nieco ponad 4,90zł. Ten sam czarodziej po kolejnej wizji zadecydował: "Sądzę, iż funt nadal będzie słaby, a to oznacza, iż należy spodziewać się spadku kursu funta w okolice 3,50 pod koniec 2009 r. Na początku roku zaś nie powinniśmy przebić się powyżej 4,45". Rynek niemal błyskawicznie zadał kłam bredniom ustalając na początku roku kurs na poziomie 5,50, a pod koniec 2009r. potwierdził całkowity brak wiarygodności wróżbity i funt zamiast zapowiadanych 3,50 kosztował ok. 4,50. "Szach mat!" Pisali o szarlatanie.

A Rybiński i Eurogeddon? "Jak sama nazwa wskazuje, fundusz obstawia wszystko co najgorsze: bankructwo Grecji i na dodatek Włoch, głęboką recesję w Europie, masowe bankructwa banków i oczywiście załamanie naszej ulubionej waluty - euro. Piękny scenariusz, prawda?" Szkoda tylko, że jak powstawał to na światowych giełdach zaczynała się hossa, która wyniosła indeksy na nowe historyczne szczyty.

Najpierw 4,8%, potem 3,8%, a na koniec zaledwie 1%. Tak polski rząd prognozował wzrost PKB na własnym podwórku. W rzeczywistości PKB w 2009r. wzrósł o 1,8%. Spieprzyli prognozy i gospodarkę. Też mają swoją szklaną kulę, a może sowicie opłacają jakąś wiedźmę?

Jeszcze kilka miesięcy temu różnej maści eksperci prześcigali się w wyznaczaniu dokładnej daty, kiedy to gospodarka chińska prześcignie amerykańską. Dzisiaj czytam: "Dlaczego Chiny już nigdy nie staną się bogate?". O co w tym wszystkim chodzi?

Można by tak przytaczać setki, tysiące chybionych proroctw, prognoz i wizji. Co do wizji to ciekawą miał "ekspert" Macierewicza nie ten, co niby leciał już samolotem jako pasażer i dlatego ma kwalifikacje do bycia biegłym ekspertem od lotnictwa. Ten drugi, co zobaczył zdjęcie i widział, jak wybuchały bomby jedna po drugiej, czy ileś tam. To było widzenie z przeszłości, ale kto wie, może ma widzenia, jak zachowa się giełda? Może to jest wróżbita, którego szukamy? 

Można też przytaczać te prognozy, które się sprawdziły, jest ich zdecydowanie mniej, a są nie dlatego, że ktoś wiedział jak ten foton, tylko dlatego, że tak przez przypadek wyszło. Po każdym krachu wyrastają jak grzyby po deszczu ci, którym media przypinają etykietę "guru rynków finansowych" lub "ten, który przewidział krach". Jest prosty sposób na weryfikację. Jeśli karmią Cię tego typu prorokami zadaj takiemu "górowi" proste pytanie: "Rozumiem, że przewidziałeś krach na ... Powiedz mi przyjacielu jak tam twoje krótkie pozycje?" .

Wiele funduszy hedgingowych zarabia ogromne ilości pieniędzy w krótkim czasie, te same fundusze jednak znikają z rynku, bankrutując kilka czy kilkanaście miesięcy później. Niech za przykład posłuży fundusz hedgingowy Amaranth Advisors zarządzany przez Briana Huntera nazywanego cudownym dzieckiem, którego błyskotliwa kariera zaprowadziła bardzo szybko na szczyt, upadek był jednak szybszy i bardziej spektakularny. W ciągu kilku miesięcy fundusz stracił 6,5 miliardów dolarów z 9 miliardów jakimi dysponował. Po prostu rynek gazu ziemnego zachował się nie tak jak powinien. Pełno jest takich przykładów, a zdecydowanie mniej takich jak George Soros czy Warren Buffett. Co ciekawe zarówno jeden, jak i drugi otwarcie przyznają, że nie wiedzą, jak zachowa się rynek. Wydaje się, że słowa Isaaca Newtona pomimo upływu czasu nie straciły na aktualności: "Potrafię wyliczyć ruchy ciał niebieskich, ale nie szaleństwo ludzi".

"Ten, kto myśli że wie, nie wie. Ten, kto wie że nie wie, wie”  Lao Tse

Mam nadzieję, że co do tego, że wszystkie dotychczasowe próby prognozowania zachowań kursów akcji, walut czy procesów zachodzących w gospodarce bądź w otaczającym nas świecie spełzły na panewce nie masz już wątpliwości. Otwartym pozostaje pytanie, czy kiedykolwiek komuś uda się ta sztuka. Na koniec naszych rozważań o tym, co niemożliwe fajny przykład z ostatniej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Po debacie między dwoma kandydatami, którzy przeszli do drugiej tury o ocenę debaty poproszono eksperta i ekspertkę, oto co powiedzieli: "Wczorajsza debata prezydencka między prezydentem Bronisławem Komorowskim a Andrzejem Dudą stała się przedmiotem analiz ekspertów. Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Wojciech Jabłoński uważa, że Komorowski zaprezentował się »katastrofalnie« i został »znokautowany« przez Andrzeja Dudę. Jak ocenia z kolei doc. dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego »Komorowski wypadł bardziej przekonująco niż Duda«". Zanim weźmiesz sobie kiedykolwiek do serca prognozę jakiegoś eksperta pod tytułem "jak zachowa się rynek" w bliższej lub dalszej przyszłości wyluzuj.

Na koniec jeszcze jedna prognoza, hipoteza czy jakoś tak. Kiedyś pewien dżentelmen zwrócił się do pewnego tradera z prośbą o radę. Jak to zwykle bywa, rada jest potrzebna zazwyczaj wtedy, kiedy sprawy nie idą dobrze, tak było i w tym przypadku. Dżentelmen ów miał w swoim portfelu pośród kilkunastu innych spółek z warszawskiej giełdy akcje Biotonu, spółki z branży biotechnologicznej. Gdy kupował był pełen wiary w tę spółkę, nazywał ją "czarnym koniem". Gdy kurs spadał, optymizm nie ustępował. Dżentelmen nie miał żadnej wątpliwości, że "czarny koń" da ogromne profity. Sytuacja spółki nie napawała optymizmem wbrew zapewnieniom jej przedstawicieli. Nieciekawą sytuację doskonale odwzorowywała wycena akcji spółki na giełdzie, które były w bardzo mocnym trendzie spadkowym. Miesiące mijały, a cena coraz niższa, jak to w bessie kierunek jest w zasadzie jeden. Dżentelmen pełen wiary uśredniał, uśredniał i uśredniał... Kurs spadał, spadał i spadał... aż przyszedł ten moment, magiczny moment, w którym pojawia się pewne uczucie. To uczucie dopada chyba każdego spośród tych, którzy są nieszczęśliwymi posiadaczami waloru, który nie jedną wojnę przetrzymali, a który ma się ku końcowi... Gdy przychodzi ten moment, już się dłużej nie da. Nieważne czy jest sens, gdyż najczęściej nie ma już czego ratować, bo stracony jest prawie cały kapitał, ale trzeba się uwolnić, nie wiadomo w zasadzie od czego, chyba od smrodu na rachunku. Właśnie w dniu, gdy do drzwi dżentelmena zapukało to uczucie, wybrał numer i nacisnął "połącz". Traderem, do którego dżentelmen zadzwonił, byłem ja. Dżentelmenem, który zadzwonił do mnie był mój dobry znajomy, który już był bohaterem jednego z poprzednich artykułów, możesz go przeczytać tutaj. O nim pisałem "Można też w taki sposób jak inny mój znajomy, którego straty na niektórych akcjach z portfela były tak wysokie, że nawet potrojenie ceny nie przywróciłoby ceny zakupu. Co zrobił? Wpadł na genialny pomysł i zaczął do wszystkich otwartych pozycji ustawiać poziomy take profit. Jednak poziomy te były tak wysokie, że powiedzenie „The sky is the limit” zamieniłbym na „My friend's take profit is the limit”.

Poniżej przytaczam korespondencję, a w zasadzie jednego maila jako odpowiedź na prośbę o przeanalizowanie sytuacji fundamentalnej i technicznej Biotonu. Kurs "czarnego konia" wynosił, wtedy jeszcze nie było wiadomo czy tylko, czy aż 2 grosze za sztukę.

"Bioton - analiza sytuacji: 24.11.2013r.

bioton1

Jeśli się nie sprzedawało po 9 groszy (była to moja aluzja do wcześniejszej naszej rozmowy, kiedy powiedziałem mu, że według mnie kurs Biotonu zmierza do zera. Jedna akcja kosztowała wtedy 9 groszy), tylko dokupowało i jeśli się ma średnią 7 groszy, to sprzedawanie po 2 grosze ma sens tylko wówczas, jeśli można się za to chociaż opić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

empire state buildingW 1933r. w USA przeprowadzono pewien eksperyment. Z Empire State Building zrzucono zdechłego konia. Okazało się, o dziwo, że po kontakcie z ziemią cielsko zdechłego konia odbiło się na wysokość ok. 30 cm. Eksperyment ten wydaje się idealnie wpisywać w przedmiotową sytuację. Gwoli ścisłości trzeba dodać, że koń był maści karej (czarnej). Przypadek???

 

 

 

 

 

 

 

bioton2Na każdym rynku zachodzą pewne prawidła. Jednym z nich jest sytuacja, gdy najbardziej zatwardziali, nazwijmy ich – dostarczyciele kapitału dla tych, którzy wykorzystują rynki do zarabiania, zaczynają myśleć o pozbyciu się dziadostwa zalegającego na ich rachunkach. Tym momentem jest jak wyżej, kontakt cielska zdechłego konia z ziemią".

      

 

 

Dzień, w którym do mnie zadzwonił był dniem, w którym emocje związane z koniecznością pozbycia się śmierdzących akcji z rachunku były u niego tak silne, że nie był już w stanie dłużej zwlekać. Wszystko legło w gruzach. Nie było to dla niego łatwe. Z jednej strony długie miesiące i utwierdzanie się w przekonaniu, że nie pozbędzie się tych akcji, choćby nie wiem co. Do tego take profit ustawiony wysoko ponad chmurami. A tu nagle jak grom z jasnego nieba nadeszło to, co łamie każdego, wszechogarniająca potrzeba uwolnienia się od śmierdzącego problemu. Czego oczekiwał? Czy chciał jedynie potwierdzenia z mojej strony "sprzedaj". Nie usłyszał, przeczytał, ale coś zupełnie przeciwnego. A może właśnie tego oczekiwał, pomocy jak przeczekać kryzys związany z przymusem pozbycia się akcji za bezcen? On jeden wie, a może i sam nie ma pojęcia co się z nim wtedy działo? Taki jest rynek, wpływa na emocje, potrafi doświadczyć. Jakoś nie wracałem do tematu, ale zapytam. Może nie odpowie jak ci, o których pisałem tutaj: "Wiele jest historii pod tytułem: „Przychodzi człowiek do maklera”. „Przepraszam pana najmocniej, jak tylko się da... a może by Pan tak coś niecoś doradził, co by tu kupić. Tak tylko. Oczywiście bez żadnej odpowiedzialności…” Jeśli porada była dobra i inwestycja przyniosła zysk, sprawy przyjmują następujący obrót: „Widzi Pan, dobrze, że kupiłem. Wahałem się, ale w końcu kupiłem. Czułem po kościach, że właśnie tę spółkę powinienem kupić, no i zarobiłem”. Jeśli się nie udało i inwestycja przyniosła stratę, to makler słyszy: „Co mnie skusiło, że Pana posłuchałem. Widzi pan, w co mnie pan wpakował, no i straciliśmy”.

Kilka słów o tym uczuciu, które jeśli przychodzi, to zmusza do czegoś, czego w ogóle nie brało się pod uwagę. To uczucie przychodzi mniej więcej w tym samym czasie do wszystkich tych, którzy jadą na tym samym wózku, a którzy trzymali, trzymali i trzymali, albo czymali, czymali i czymali. W końcu jesteśmy tym samym gatunkiem, reagujemy tak samo, poddajemy się tym samym emocjom strachu, szaleństwa i chciwości. Na rynku nigdy nie jesteś sam. Jesteś zawsze w tym gronie, do którego pasujesz a pasujesz do tego grona, do którego pasuje Twoja wiedza i doświadczenie. Jeśli jesteś zdesperowany oni też. Jedziesz z nimi na tym samym rozklekotanym wózku. Jeśli jesteś traderem, jedziesz na wozie tym samym co inni traderzy. Wtedy gdy sprzedają ci najbardziej zatwardziali ci, którzy nigdy nie mieli sprzedawać ci, którzy jak orkiestra na Titanicu... wtedy kupujesz. A kiedy sprzedajesz? Wtedy kiedy sprzedają traderzy. A kiedy sprzedają traderzy? "Kaczki trzeba karmić wtedy kiedy kwaczą". Prosty sport ten trading. Poniżej Bioton na wykresach: 

Bioton5

Bioton4

Trader nie prognozuje, trader czeka na sygnał do zajęcia pozycji. Jeśli system daje mu mocny sygnał, wtedy zajmuje pozycję, w przeciwnym razie czeka.

George Soros na jednym z uniwersytetów na pytanie studenta czemu w największym stopniu zawdzięcza swój sukces na rynkach odpowiedział: "I'm constantly wrong, yes I'm constantly wrong".

Zarabiaj, nie prognozuj. Masz kaczki?

Powodzenia,
traderany

traderany na Facebooku