Jeśli nie czytałeś części I:

Odpowiedzialność Tradera - No Excuses! Ever! cz.I

Zapraszam na część II

Jak Powinno Być

Siadasz przed komputerem kilkadziesiąt minut przed zamknięciem the New York session. W tle słychać delikatne brzmienie muzyki Mozarta. A może to nie Mozart, a klasyka innego gatunku, niepowtarzalne brzmienie gitary Davida Gilmoura z Pink Floyd. Może wolisz ciszę? Zaczynasz analizować rynek. Najpierw EUR/USD, potem GBP/USD, AUD/USD, NZD/USD, EUR/JPY, USD/JPY, GBP/JPY, CAD/JPY, NZD/JPY, AUD/JPY, AUD/NZD, EUR/AUD, USD/CAD, EUR/CAD ... Widzisz dwa mocne sygnały. Czekasz na zamknięcie dziennych świec. Stało się, jest godzina 23.00 CET. Ustawiasz stop loss, take profit, klikasz myszką… Poszło. Teraz zajmujesz się swoimi sprawami, cieszysz życiem. Rano idziesz pobiegać, popływać, na fitness… potem może do pracy. Cieszysz się życiem... Tak powinno być.

Jak Jest

Twój instynkt samozachowawczy nauczony wcześniejszymi niepowodzeniami zostaje pobudzony do działania już na samą myśl o tradingu. Robi to, co powinien, stara się uchronić Cię przed zagrożeniem. To, co Ty nazywasz tradingiem, Twój mózg interpretuje jako zagrożenie. Pamięta dobrze frustrację, jakiej doświadczyłeś zamykając którąś z kolei pozycję ze stratą. Wyzwiska, jakimi obrzucałeś tych, co po drugiej stronie. Rynek, który się pomylił i tych wszystkich, którzy się sprzysięgli przeciwko tobie. Wie dobrze, że otwierasz pozycje tylko po to, żeby stracić. Skąd? Sam mu to powiedziałeś, wielokrotnie. Cały czas mu to mówisz. Pamięta niespokojne noce. Ciągłe przeliczanie stanu konta. Pamięta, jak całymi godzinami siedziałeś spięty przed komputerem i pilnowałeś otwartej pozycji. Wie, jak Twoje życie zmieniło się, odkąd zacząłeś trading na rachunku rzeczywistym. Codziennością stało się rozmyślanie o drodze, jaką przeszedłeś. Niekończące się próby odpowiedzi na pytanie, w którym momencie popełniłem błąd, co stoi za kolejnym niepowodzeniem, za kolejną serią strat, jak długo jeszcze… Analizujesz, uczyłem się tradingu tyle lat, przeczytałem tyle książek, tyle blogów przestudiowałem, tyle kursów i szkoleń, na które wydałem tyle kasy... Cudowne systemy transakcyjne. Czujesz, że poczucie winy rośnie proporcjonalnie do poniesionych kosztów, tych finansowych i wszystkich pozostałych. Już jakiś czas temu zwróciłeś uwagę na pewną prawidłowość, im masz gorsze wyniki, tym trudniej jest Ci zachować dyscyplinę. Jedyną możliwością, jaką widzisz, aby odrobić straty jest jak najszybsze zamykanie pozycji. Bierzesz małe zyski, czasami malutkie. Ze stratami jest inaczej. Czasami ucinasz je szybko, czasami wręcz przeciwnie, zwłaszcza gdy się pogubisz, nie jesteś w stanie zaakceptować straty i coś zmusza Cię do rozszerzenia lub usunięcia stop lossa. Wtedy jedna starta zabiera zyski z kilkunastu i więcej szybkich transakcji. Nie potrafisz się od tego uwolnić. Wracasz pamięcią wstecz. Przypominasz sobie początki. Nawet wtedy nie było tak źle. Było dużo lepiej. Co się wydarzyło?

Zmęczenie To Stan Psychiczny

Wydarzyło się wiele. Zarówno dobrego, jak i złego. Zapewne dużo się nauczyłeś. Nabrałeś bezcennego doświadczenia. Nauczyłeś się analizować wykresy. Opanowałeś system. Wiesz, że rynek może dać, ale może też zabrać. To, co złe sprowadza się do tego, co najbardziej zaniedbałeś w procesie uczenia się. Twoje przygotowanie mentalne nie dorównuje Twojej pozostałej części wiedzy. Ucząc się, nie byłeś do końca świadomy tego, że największym przeciwnikiem każdego tradera jest on sam. Teraz być może już wiesz, że to, co dzieje się w głowie odpowiada za wynik końcowy. Tak jak w sporcie, każdy kibic piłkarski wielokrotnie był świadkiem jak w trakcie dogrywki, mający za sobą ponad półtorej godziny gry ledwo poruszający się na nogach piłkarze wpadają w euforię po strzeleniu jakimś cudem upragnionej bramki. Jakimś cudem, bo nierzadko są tak zmęczeni, że nie są w stanie nawet biec. Po strzeleniu bramki tej, która daje awans, nagle znika całe zmęczenie. Biegną kilkadziesiąt metrów w czasie jakiego nie powstydziłby się dobry sprinter. Co się stało ze zmęczeniem? Teraz w ich głowach nie ma zmęczenia, jest euforia. Mózg człowieka nie może być pochłonięty dwoma myślami naraz. Albo jedno, albo drugie. Albo zmęczenie, albo euforia. Po strzeleniu bramki tylko euforia, nie ma miejsca na cokolwiek innego, nie ma miejsca na zmęczenie, a jeśli nie ma miejsca na zmęczenie, to nie ma zmęczenia. Zmęczenie to stan psychiczny.

Twój obecny stan może być stanem zbliżonym do stanu tego piłkarza, który ledwo porusza się po boisku. Nie ma już takiej szybkości, zwinności, jego podania nie są już tak dokładne, strzały nie są tak silne. Zupełnie tak jak z Twoimi transakcjami. Są byle jakie. Nie jest już tak jak w trakcie 90 minut, do których jest przygotowany, aby grać na pełnych obrotach. Piłka nożna i trading to zupełnie różne dyscypliny, ale mają jeden wspólny punkt. Zarówno u piłkarza, jak i u tradera przegrana jest w głowie. Zwycięstwo także. Powtórzę jeszcze raz - zmęczenie to stan psychiczny.

Jeśli droga, którą musi przejść trader jest tak wyboista i kręta nie jest trudno zrozumieć wnioski, do jakich doszliśmy w pierwszej części. Mózg tradera reaguje w sposób, do jakiego został przygotowany. Stara się uchronić przed kolejnymi niepowodzeniami. Po tak traumatycznych przejściach za każdym razem, gdy tylko pomyślisz o tradingu Twój mózg, który nie odróżnia rzeczywistości od wizualizacji, będzie się starał wyeliminować zagrożenie. Nie dopuścić do kolejnej, być może większej traumy. Wyda Ci polecenie. Jakie? W części pierwszej odrzuciliśmy dwa absurdy tj. ucieczkę i walkę. Co pozostało?

Zarobiłem - Straciliśmy

Wiele jest historii pod tytułem: „Przychodzi człowiek do maklera”. „Przepraszam pana najmocniej, jak tylko się da... a może by Pan tak coś niecoś doradził, co by tu kupić. Tak tylko. Oczywiście bez żadnej odpowiedzialności…” Jeśli porada była dobra i inwestycja przyniosła zysk, sprawy przyjmują następujący obrót: „Widzi Pan, dobrze, że kupiłem. Wahałem się, ale w końcu kupiłem. Czułem po kościach, że właśnie tę spółkę powinienem kupić, no i zarobiłem. Jeśli się nie udało i inwestycja przyniosła stratę, to makler słyszy: „Co mnie skusiło, że Pana posłuchałem. Widzi pan w co mnie pan wpakował, no i straciliśmy.
Dwie identyczne sytuacje, a finał diametralnie różny. „Zarobiłem" - „straciliśmy". 

Jeśli musisz się radzić innych – sprzedaj. Jeśli musisz się z kimś konsultować - nie kupuj. Trading to dyscyplina indywidualna. Jeśli musisz zasięgać opinii innych, to znaczy, że nie jesteś przekonany. To znaczy, że wierzysz w bajki. Dlaczego ktoś ma wiedzieć lepiej niż Ty? Jednak za tym kryje się coś więcej. O co chodzi z historyjką „Przychodzi człowiek do maklera”? O odpowiedzialność. Człowiek wskazujący jako winnego swojej straty maklera zwalnia się od odpowiedzialności. Nie odpowiada przed samym sobą, nie odpowiada przed rodziną. Nawet jeśli nie ma pojęcia o inwestowaniu, jego autorytet nie został nadszarpnięty. W historyjce tej autorytetem jest autorytet niekompetencji, ale to nieistotne najważniejsze, że nie doznał uszczerbku. 

O Dwóch Takich Co Chcieli Przechytrzyć... Samych Siebie

Jeden z moich dobrych znajomych, który przez całe lata wykorzystywał giełdę jako wyjątkową okazję do tracenia pieniędzy, opowiedział mi kiedyś, jak na jednej z wyższych uczelni na zjeździe absolwentów zaimponował rektorowi, dziekanowi i chyba paru profesorom zwyczajnym i nadzwyczajnym, gdy relacjonował im swoje transakcje na akcjach jednego z banków. Jego opowieść wyglądała mniej więcej tak: „(…) Jestem po prostu niesamowity. Kupiłem po 167, sprzedałem po 173,5, po czym w tym samym dniu odkupiłem po 170,50 i wystawiłem zaraz sprzedaj po 175. Wzięli i znów odkupiłem trzy złote taniej i sprzedałem cztery drożej. Na drugi dzień na otwarciu (…)”. Cały czas przewijały się cyfry, jak to kupował taniej i sprzedawał drożej. Na koniec pochwalił się, że zaproponowano mu pisanie doktoratu, „(...) przecież taki talent nie może się zmarnować(...)". Opowieść była długa i pełna pasji jednak pozostawiła po sobie pewien niedosyt, bo usłyszałem tylko o 7 czy 8 transakcjach, z których nie wszystkie były prawdziwe, a nie usłyszałem nic, o co wielu innych, na których stracił pieniądze.

Powyższe historie to próby zwolnienia się od odpowiedzialności. Jak widzisz, mogą one przybierać różne formy. Można zwalać winę na kogoś innego, czasami na coś. Można też przypisywać sobie zyski, których nikt nie widział, o których jedynie słyszeli, jak grono wspomnianych profesorów. Można też w taki sposób jak inny mój znajomy, którego straty na niektórych akcjach z portfela były tak wysokie, że nawet potrojenie ceny nie przywróciłoby ceny zakupu. Co zrobił? Wpadł na genialny pomysł i zaczął do wszystkich otwartych pozycji ustawiać poziomy take profit. Jednak poziomy te były tak wysokie, że powiedzenie „The sky is the limit” zamieniłbym na „My friend's take profit is the limit”. Jak świat długo będzie istniał nie sądzę, aby kiedykolwiek… Choć na rynku wszystko jest możliwe, no ale żeby znów taka hossa przyszła. Ustawiając tak wysoko poziomy take profit wizualizował sobie przyszłe zyski. To także była próba odwrócenia swojej uwagi od odpowiedzialności. Nie sprzedałem przecież, czyli nie straciłem, a dopóki piłka w grze… Jego tok rozumowania był prawdopodobnie następujący: „Jeśli cena dojdzie do mojego poziomu take profit stan rachunku będzie taki a taki. Jak fajnie, ale zarobię kasy”. Nie trudno się domyślić co by było gdyby rynek rzeczywiście zaczął się zbliżać do poziomów take profit. Zostałyby one najprawdopodobniej natychmiast przesunięte wyżej i wyżej, i wyżej... aż do kolejnego krachu.

Znasz to uczucie, gdy po długiej i wnikliwej analizie podjąłeś decyzję o zajęciu pozycji, ale nagle wszystko się zmieniło? Nie wiadomo, z jakich powodów zmieniłeś swoją decyzję tylko po to, by przyglądać się jak rynek zmierza w stronę zgodną z planowaną transakcją, popartą analizą, wykorzystującą Twoją najlepszą wiedzę. To kolejny ukłon w stronę uniknięcia odpowiedzialności. Przecież jeśli nie otwieram pozycji, nie mogę stracić, a jeśli nie tracę nie, odpowiadam.

Masz system, wiesz, o co chodzi w tej tzw. dyscyplinie, ale i tak częściej otwierasz pozycje wtedy, kiedy coś Cię zmusza, a nie wtedy kiedy system daje Ci sygnał do ich otwarcia. Przychodzi taki moment, w którym następuje jakieś przesilenie niemające nic wspólnego z Twoim systemem. Sygnału nie ma albo jest, ale bardzo wątpliwej jakości i wtedy to się dzieje. Wtedy składasz zlecenie jakby zupełnie przypadkowo. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest kilka. Chęć odegrania się. Może się uda odrobię część strat i lepiej się poczuję, wtedy dopiero zacznę prawdziwy oparty na dyscyplinie trading. A może nieodparta pokusa szybkiego zarobku. W tym przypadku możliwość straty jest jakby przysłonięta mgłą. Tak jakby była bardzo mało prawdopodobna.

W jednym z artykułów pisałem o tym, czego człowiek boi się najbardziej. Jednym z naszych największych strachów jest pomyłka. Właściwie to chodzi o przyznanie się do niej. Przed samym sobą i przed innymi. Świadomość ewentualnej pomyłki dołącza do wszystkich innych przeciwności, z którymi musi zmierzyć się każdy trader, także Ty. Wszystko to wpisuje się w definicję wielokrotnie przywoływanego przeze mnie zagrożenia, czy też reakcji mózgu na to zagrożenie jakim jest trading. 

Tym właśnie co pozostało po odrzuceniu ucieczki i walki jest trading przypadkowy. 

Wkrótce kolejna część.

 Link do części trzeciej:

Odpowiedzialność Tradera - No Excuses! Ever! - cz.III

Pozdrawiam,
traderany